Integracje
Między nauką a praktyką w edukacji

01/04/2006

Program wykonał nieprawidłową operację – czyli krótkie rozważania na temat edukacji wirtualnej

Filed under: Media w edukacji, numer_01ZbyszekW @ 17:20

Poprawiona wersja wystąpienia wygłoszonego 16 marca 2006 r. w Warszawie na III Konferencji Koła Naukowego Akademii Pedagogiki Specjalnej zorganizowanej przez koło naukowe„Pedagogiki Zdolności i Informatyka” pt. „ Komputer w edukacji – szansa czy zagrożenie”.
Zbigniew Wieczorek

Opisując system edukacyjny, a w tym przypadku udział komputerów w edukacji można przyjąć co najmniej dwie perspektywy. Możemy spojrzeć od strony jednostki i zajmować się uzależnieniem od komputerów czy wykorzystaniem ich na poszczególnych szkolnych zajęciach. Można też spojrzeć na problem z perspektywy dużo szerszej i zastanowić się nad rolą komputera w edukacji i życiu człowieka w ogóle. Oczywiście ta druga perspektywa jest dużo bardziej płynna, nie można jej tak łatwo zmierzyć i opisać jak tę pierwszą gdyż analizuje się procesy trwające niejednokrotnie całe epoki i tyczą się wielu kultur. Mimo podstawowych zagrożeń, jakimi są w tym przypadku prawienie banałów i uprawianie sztuki dla sztuki, postaram się zająć tą drugą szerszą perspektywą.

Rozważania moje opierają się w dużej mierze na koncepcji determinizmu technologicznego Marshala McLuhana, jego słynne zdanie: „kształtujemy narzędzia a one z kolei kształtują nas”[1] będzie przewijało się, co pewien czas przez cały tekst jako pewnego rodzaju motyw przewodni czy refren piosenki. Ponieważ koncepcja ta jest powszechnie znana i dość intensywnie eksploatowana w rozważaniach tyczących się mediów, postaram się ograniczać do najbardziej istotnych informacji. Kluczem do teorii jest założenie, że cała historia rozwoju ludzkości oparta jest na rozwoju środków przekazu. Nazwa determinizm technologiczny mówi o tym, że po wytworzeniu danej technologii, zaczyna się jej oddziaływanie na nasz umysł determinujące nasze dalsze zachowania. McLuhan podzielił więc historie rozwoju ludzkości na etapy, związane z rozwojem poszczególnych mediów: epokę plemienną (mowa), epokę pisma, epokę druku i epokę elektroniczną a w zasadzie jej początek. Wprowadzenie pisma nie sprowadza się tylko do możliwości zapisywania myśli, jednocześnie sprawia, że zmniejsza się znaczenie słowa mówionego. Dawniej dane słowo było świętością, gdyż ludzie niepiśmienni nie mieli niczego innego na potwierdzenie swoich słów. Dziś słowo, nie ma żadnego znaczenia w porównaniu np. z dokumentem, jeżeli mamy na coś „zaświadczenie”, to jest ono ważniejszym dowodem niż nasze przysięgi. Według McLuhana, nie chodzi tutaj o obyczajowość i kulturę, lecz o zmiany wręcz neurofizjologiczne. Jeżeli mamy w mózgu ośrodek odpowiedzialny za czytanie i pisanie, to przecież musimy pamiętać, że nie mogło go być przed wynalezieniem pisma. Zmiany w dominacji mediów powoli przekształciły świat w globalną wioskę, a jest to dopiero etap przejściowy, gdyż jesteśmy właśnie w trakcie powstawania epoki elektronicznej. Nie wdając się w opisy poszczególnych etapów rozwoju ludzkości, które czytelnik znajdzie z łatwością w innych opracowaniach, chciałbym zwrócić uwagę na to, że opisywane zmiany mają tendencję do stawania się coraz gwałtowniejszymi. Wystarczy sobie przypomnieć z lekcji historii jakie były dzieje druku nim stał się powszechny i zwrócić uwagę jak dzisiaj łatwo wdraża się nowe technologie. Do tego, wcześniejsze media były nieinteraktywne: stworzyliśmy pismo a ono zmieniło nasz sposób myślenia. Obecne media są interaktywne, tworząc je tworzymy na bieżąco nowego siebie i pozostaje mieć tylko nadzieję, że nie skończy się to zbyt dużym tornadem.

Koncepcja McLuhana jest dla mnie punktem wyjścia w rozważaniach, dalej do determinizmu technologicznego chciałbym odnieść kilka innych teorii, tworząc próbę pewnej fuzji koncepcyjnej.

Jako pierwszą chciałbym przytoczyć koncepcję interakcjonizmu symbolicznego George’a Herberta Meada. Autor ten doprowadził do wzmocnienia się pozycji myśli konstruktywistycznej w naukach społecznych. Stworzył koncepcję, w myśl której język symboliczny i nadawanie znaczeń przez człowieka stały się podwaliną do powstania osobowości, jaźni i społeczeństwa. Ludzka osobowość powstała dzięki stworzeniu języka w toku społecznej interakcji[2] a nie, że człowiek z ukształtowaną osobowością wymyślił język. Człowiek stworzył, więc narzędzie, jakim jest język a narzędzie to ukształtowało jego osobowość – trudno nie zauważyć, że koncepcja McLuhana jest analogiczna do interakcjonizmu symbolicznego. Mead zwracał też uwagę, że język służy nie tyle do opisu świata, lecz także do jego konstrukcji, w procesie nadawania znaczeń, to człowiek stwarza zasady rządzące jego rzeczywistością i wyznacza granice poznania. Wpływ, więc języka jest dalece większy niż można by się było spodziewać. Podejście takie jest w zasadzie wspólne dla wszystkich konstruktywistów, w przeciwieństwie do przedstawicieli paradygmatu obiektywnego, dla których świat jest stały i można go opisywać pojęciami wspólnymi dla wszystkich ludzi. Najważniejszym aspektem tego podejścia jest uznanie, że człowiek reaguje na rzeczy poprzez pryzmat nadanego im znaczenia, nie zaś w kategoriach obiektywnych. Oznacza to, że uznanie jakiegoś aspektu życia za ważny, takim go uczyni niezależnie od wszelkich zewnętrznych opinii.

Kolejną koncepcją, która chciałbym przytoczyć jest teoria skoordynowanego gospodarowania znaczeniem Barnetta Pearce’a i Vernona Cronena, którzy „[…] są przekonani, że osoby uczestniczące w rozmowie konstruują własną rzeczywistość społeczną, a jednocześnie są kształtowani przez światy, które tworzą”[3]. W koncepcji tej największe znaczenie przypisuje się rozmowie, ukuto nawet określenie „osoby-w-rozmowie” mające oddać jej znaczenie dla tworzenia wspólnej rzeczywistości. Rozmawiające ze sobą osoby dążą do ujednolicenia swojej wizji świata, przez opowiadanie swoich wersji wydarzeń, gdy wizje udaje się skoordynować, wzrasta poziom zrozumienia i współpracy. Siłę takiego podejścia można zauważyć na przykładzie procesu mediacji, często małżeństwa, które od lat nie mogły się dogadać, decydują się na kolejną próbę, jeśli mediator pomoże im w skoordynowaniu wizji świata.

Podsumowując mamy więc przytoczoną teorię mówiącą o wpływie technologii na kształtowanie człowieka oraz dwie teorię mówiące o tym, że człowiek kształtuje siebie i otaczający świat za pomocą języka i interakcji. By połączyć je w całość, można jeszcze zwrócić uwagę na koncepcję Byrona Reeves’a i Clifforda Nassa, którzy stworzyli tzw. „równanie mediów”[4]. Istotą ich koncepcji jest twierdzenie, że człowiek myli w swoich działaniach media elektroniczne z prawdziwymi ludźmi. Reagujemy na komputer tak, jakby to była żywa istota, ganimy go za błędy, ubliżamy w chwili złości i czasami chwalimy, choć dużo rzadziej. Autorzy uważają, że dzieje się tak gdyż brak nam jakiegoś specyficznego zmysłu, pozwalającego odróżnić świat wirtualny, w kontakcie z komputerem nie traktujemy go jako przekaźnika informacji, lecz jako jej źródło. Reeves i Nass poparli swoje koncepcje eksperymentami, prowadzonymi według wzoru: podaj dowolną prawidłowość dotyczącą relacji z ludźmi, zamień ludzi na media i powinno być tak samo. Badali różne aspekty relacji międzyludzkich i wykazali, że choć osoby badanie nie chciały się do tego przyznać, rzeczywiście reagowały na komputer i telewizor tak, jakby były realnymi osobami.

Łącząc wszystkie teorie razem, mamy następującą zależność. Człowiek poprzez wymyślenie języka i komunikowanie się, wytworzył osobowość i kulturę (Mead) a potem podtrzymuje istnienie tego świata poprzez uzgadnianie w rozmowach wizji poszczególnych osób (Pearce i Cronnen). W pewnym momencie wymyślił pismo, telefon, telewizję i komputer, te media zaczęły przekształcać jego myślenie (McLuhan) i modyfikować sposób zachowania. Ponieważ do tego wszystkiego zaczął reagować na media jak na żywych ludzi (Reeves i Nass) wzmocnił ich wpływ i wprowadził je jako istotny czynnik a dokładnie rzecz biorąc podmiot kształtujący i podtrzymujący otaczającą nas rzeczywistość. Media otrzymały w naszej umysłowości równouprawnienie na długo przed tym nim w realnym świecie pojawi się sztuczna inteligencja. Zobaczmy co może z tego wynikać.

Kształtujemy narzędzia a one z kolei kształtują nas, niestety konstruując niektóre narzędzia pozbywamy się innych, w ten sposób pozbywamy się tego, co nas kształtowało poprzednio. Człowiek ukształtował się przez narzędzia których używał, od pewnego momentu postępująca komputeryzacja zaczyna usuwać coraz więcej narzędzi pośredniczących w oddziaływaniu na rzeczywistość. Istnieje coraz większa odległość między człowiekiem a realnie wykonywaną czynnością co zaczyna oddzielać nas od realnego świata. Coraz mniej robimy własnymi rękami, nie zmienia to mocy sprawczej w świecie realnym – zadania zostają wykonane, jednak może to wpłynąć na moc sprawczą w sensie emocjonalnym – nie robię niczego „konkretnego”, moje funkcjonowanie zależne jest w całości od funkcjonującej infrastruktury. Przykładowo, masażysta zwolniony ze szpitala może masować ludzi w domu, wykładowca zwolniony z pracy zdecydowanie nie, podobnie jak informatyk pozbawiony komputerów nie będzie pisał przecież programów na papierze. Coraz więcej zawodów musi sztucznie podtrzymywać swój status zawodowy, co jest niestety źródłem wielu niewłaściwych zachowań.

Do czego może prowadzić oddzielenie człowieka od procesu kreowania rzeczywistości, czy też raczej nieświadomość procesów, jakie zachodzą między naciśnięciem klawisza w wykonaniem operacji? W tym momencie widzę oczami duszy mają córeczkę, gdy była jeszcze prawdziwym maleństwem. Próbowała nauczyć się wiązać buty, obserwując jak ja to robię. Łapała sznurowadła, układała je w kształt zbliżony do pętelek, przytrzymywała rękami i czekała, aż się „zestali” w węzeł. Minęło już sporo czasu od momentu, gdy wiązanie sznurowadeł stało się dla niej łatwizną, lecz obraz dziecka czekającego na zawiązanie się węzełka nie może mnie opuścić. Podobny proces możemy zaobserwować w świecie dorosłych. Jak nie uda się jedno małżeństwo, rozwodzimy się i zaczynamy od nowa. Brak świadomości tego co się naprawdę dzieje między ludźmi powoduje, że to, czy nam się uda zależy tylko od przypadku. Jeżeli będziemy bez zastanowienie mieszali za sobą kawałki sznurka też z pewnością uda nam się go jakoś związać, najprawdopodobniej powstanie jednak coś nazywa się potocznie pękiem a nie węzłem. To trochę jak w dowcipie o podróżujących razem: mechaniku, chemiku i informatyku. Gdy zepsuł im się w drodze samochód, mechanik mówi: „trzeba rozkręcić silnik”, chemik: „dajmy spokój, na pewno benzyna była zanieczyszczona” a informatyk: „wiecie co, wysiądźmy i wsiądźmy jeszcze raz, może zapali”.

Czy o kryzys współczesnego małżeństwa, patologie społeczne czy problemy edukacyjne można obwinić komputery? Może jest to naciągana teza, ale na szczęście komputery nie mają jeszcze świadomości, więc przynajmniej nie grozi mi pozew do sądu. Chodzi mi głównie o pewne postępujące tendencje w otaczającym świecie: samochody naszpikowane elektroniką, które hamują za nas, przypominają o przeglądzie, utrzymują stałą prędkość, coraz więcej gotowej żywności, zmywarki, pralki – można mnożyć w nieskończoność. Absolutnie nie jestem wrogiem postępu i techniki, lecz trzeba mieć świadomość konsekwencji. Część z nich ma charakter jednostkowy – brzuszek spowodowany tym, że wszędzie jeżdżę samochodem czy windą, ale jeśli słuchacze nie robią notatek, bo nie ma prezentacji multimedialnej na wykładzie? Multimedia powinny wzbogacać przekaz a nie zastępować go. Wracając jak do początku, konstruujemy narzędzia a one konstruują, nas. Brak określonych narzędzi powoduje, że w naszej konstrukcji zaczyna czegoś brakować.

Konstruujemy i kreujemy świat, który nas otacza i świat w naszych umysłach, tak dokładnie to świat kreowany w naszym umyśle staje się światem zewnętrznym, problem polega na tym, że jeśli zaczyna brakować w tej kreacji kawałków informacji – kawałków układanki, świat staje się coraz bardziej dziurawy, coraz więcej w nim brakuje, nie można mieć poczucia, że świat jest jak dobrze działający mechanizm, nie widzimy sensu w świecie i stąd być może zamęczają nas różne problemy życia codziennego.

W takim świecie coraz łatwiej o anomię, czyli „stan chaosu wśród norm i wartości, zanik jednoznacznych drogowskazów postępowania”[5], gdzie człowiek popada w antyspołeczny egoizm, a wizja niezgodnych z prawem sposobów zdobywania dóbr staje się coraz bardziej atrakcyjna. Dodatkowo wspomniany brak narzędzi pośredniczących sprawia złudne wrażenie, że jeśli wnieśliśmy w coś jakiś wkład pracy to wykonaliśmy pracę – tzn. jeśli namęczyłem się by ściągnąć pracę z Internetu to tak, jakbym się namęczył przy jej pisaniu. Podobnie jest ze zdobywaniem cracków czy seriali do oprogramowania, jeśli namęczę się z ich zdobyciem to mam przekonanie, że na nie zapracowałem. Mówimy też: „sformatowałem dysk” i w naszej świadomości wygląda to tak, jakbyśmy zrobili coś więcej niż kliknięcie myszką.

Wspomniane powyżej poszatkowanie świata w naszej umysłowości, może zaowocować problemami, jeśli napotykamy zadania wymagające korzystania z nieobecnych fragmentów. Chciałbym tu powrócić to tytułu wystąpienia. Na razie jest to tylko refleksja i subiektywna ocena, jestem jednak na etapie konstruowania badań pozwalających na bardziej obiektywny opis zjawiska. Odnosi się ona do dość specyficznego zjawiska jakie zaczyna stawać się problemem na zajęciach dydaktycznych. Na etapie omawiania materiału czy dyskusji, gdy dojdzie do niezrozumiałej kwestii, zamiast prób rozwiązania czy wybrnięcia z impasu pojawia się powtarzanie po kilka razy tego samego zdania czy definicji, jakby mogło nadać wypowiedzi dodatkowy sens. To samo się pojawia przy prośbie o wytłumaczenie jakiejś kwestii, zostaje ona powtórzona kilka razy z coraz większą złością, mimo próśb o dodatkowe wyjaśnienie czy komentarz. Przypomina to tak wiernie pojawiający się w systemie Windows komentarz: „program wykonał nieprawidłową operację” i podobnie jak w komputerze do niczego sensownego nie prowadzi, że nie mogłem się powstrzymać od umieszczenia tego zdania w tytule. W moim przypadku opisana powyżej sytuacja jest o tyle problemem, że na wielu zajęciach z uwagi na ich charakter wymagane jest prowadzenie dyskusji i modelowanie na bieżąco określonych zachowań. Chciałbym tu dodać, że wygląda to nie na problemy natury intelektualnej (po wyjściu z impasu dyskusji nic nie brakuje) lecz jak coś w rodzaju zawieszenia się. Tak jakby człowiek zaczynał tracić możliwość działania w sposób wcześniej nie zaprogramowany – kształtujemy swoje narzędzia, a one z kolei kształtują nas. Wspomniane problemy mogłyby więc być wynikiem postępującej komputeryzacji i zwiększania czasu spędzanego przed klawiaturą. Korzystając wystarczająco często z komputera, zaczynamy tworzyć z nim swoiste interakcje jak z żywym człowiekiem i „człowiek” ten zaczyna nas kształtować na swój obraz i podobieństwo. Niestety z mojej perspektywy wygląda na to, że owocem jest postępująca bierność, mechaniczne rejestrowanie faktów, problemy z formułowaniem wniosków, opinii czy refleksji. Jeśli człowiek napotyka coś nieznanego może twórczo na niego zareagować w przeciwieństwie do oprogramowania, które ma ustalone wcześniej drogi działania. Mam wrażenie, że coraz częściej zachowujemy się jak programy i to nie najwyższych lotów. Nie chodzi mi o to, że tracimy na człowieczeństwie, tylko na kreatywności i elastyczności w działaniu.

Aby nie opierać się wyłącznie o własne subiektywne opinie, można tu dodać, że Internet staje się obecnie coraz popularniejszym źródłem wszelakiej wiedzy, coraz więcej osób traktuje go jako główny lub nawet jedyny obszar poszukiwań. Dochodzi do tego, że jeśli czegoś nie ma na Internecie, dochodzimy do wniosku, że jest niedostępne zupełnie, wyjście do biblioteki nie ma już sensu. Bazując zaś na koncepcji Reeves’a i Nass’a należy dopowiedzieć, że traktujemy Internet tak jak żywą osobę i często tak bywa, że bezkrytycznie uznajemy zdobyte tam informacje za prawdziwe, tak jakby pochodziły od przyjaciela czy kogoś, komu możemy całkowicie zaufać. Dodatkowo postępująca komputeryzacja sprawia, że w coraz liczniejszych obszarach życia społecznego, jesteśmy uzależnieni od komputerów i Internetu, powrót do bardziej prymitywnych i mniej wydajnych sposobów zarządzania danymi nie jest już możliwy.

Przechodząc do podsumowania, coraz częstsze wykorzystywanie multimediów w procesie nauczania najprawdopodobniej będzie pogłębiać przedstawione powyżej problemy gdyż w czasie nauki szkolnej, gdzie komputery zajmują coraz więcej miejsca, kształtuje się wiele nawyków i zwyczajów, które utrwalają się i towarzyszą nam długo po zakończeniu szkoły. Nie można też zapominać o wychowawczym i kulturotwórczym aspekcie systemu edukacyjnego.

McLuhan przewidywał[6], że dzieci będą znudzone szkołą, gdyż przegra ona z np. Ulicą Sezamkową – kolor i muzyka przeciw czarnej tablicy. Wykorzystywanie w coraz większym stopniu komputerów a w szczególności oprogramowania interaktywnego, najprawdopodobniej sprawi, że i Ulica Sezamkowa stanie się zbyt nudna, gdyż nie będzie można jej modyfikować, najgorzej będzie, gdy realne życie stanie się zbyt nudne w porównaniu do wirtualnej rzeczywistości, wtedy możemy mieć prawdziwe kłopoty.

Jak z tego wybrnąć? Uczciwość i realne spojrzenie na rzeczywistość każą niestety przyznać, że bez komputerów edukacja obejść się oczywiście nie może. Czy tego chcemy czy nie będzie ich w szkole coraz więcej. Nawet, jeśli komuś przyszłoby ograniczyć rolę multimediów w edukacji, to przecież po powrocie ze szkoły na młodych ludzi komputery będą czekały w domu. Zakładając jednak, że przedstawione rozważania są wiarygodne, należałoby zmienić sposób podejścia do wykorzystania komputera. Nie powinien on być wykorzystywany mechanicznie i służyć jedynie wykonywaniu prostych czynności, lecz należałoby go wpleść w tok twórczego myślenia i kreowania działań edukacyjnych. Według równania mediów, tak czy siak będziemy traktowali komputer jak żywą istotę, staje się, więc nie narzędziem lecz jakby kolegą w nauce. Lepiej byśmy się uczyli nie z bezmyślnym wykonawcą zadań, lecz z kimś, kto może pomóc znaleźć własną drogę w świecie. Według Reeves’a i Nass’a, komputery nie muszą myśleć, wystarczy że zaprogramujemy je tak, pojawiające się na ekranie komunikaty będą symulowały określone zachowania, przedstawiały stanowisko dotyczące kluczowych dla nas spraw a my będziemy je traktować, jakby żyły naprawdę. Można tworzyć oprogramowanie przekazujące reguły życia społecznego, pewne wskazania moralne czy zasady postępowania. Można wpleść komputeryzację w proces wychowania zgodnie z zasadą, że jak nie możemy kogoś pokonać, to powinniśmy się do niego przyłączyć.

Takie działania należałoby jednak wzbogacić o dodatkowe zajęcia uczące jak radzić sobie bez komputera, gdyż coraz więcej osób ma nie tyle problemy z korzystaniem z komputerów ile dawaniem sobie rady bez komputera. Silne zaakcentowanie w działaniach edukacyjnych tego, że komputer jest pewną opcją – oczywiście atrakcyjną – ale tylko opcją, powinno zaowocować rozluźnieniem „więzi emocjonalnej” z tą cudowną maszynką. Niech komputer będzie przyjacielem, ale niech to nie będzie przyjaźń toksyczna, gdzie jesteśmy od siebie uzależnieni.

[1] Griffin Em, Podstawy komunikacji społecznej, GWP Gdańsk 2003, s. 344

[2] tamże, s. 75 – 85 oraz Krzemiński Ireneusz, Co się dzieje między ludźmi? Open, Santorski Warszawa 1999 s. 159 – 194

[3] Griffin Em, Podstawy komunikacji społecznej, GWP Gdańsk 2003, s. 87

[4] tamże, s. 406

[5] Sztompka Piotr, Socjologia. Analiza społeczeństwa, Znak Kraków 2002, s. 285, 569

[6] zob. Griffin Em, Podstawy… s. 349


No Comments »

No comments yet.

RSS feed for comments on this post.

Leave a comment

You must be logged in to post a comment.


Integracje - periodyk internetowy jest prowadzony przez Wydawnictwo „e media”. © 1994-2006. Wszelkie prawa zastrzożone.
Prawa autorskie do artykułów należą do ich autorów. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treści i poglądy wyrażane przez osoby publikujące swoje wypowiedzi na łamach Integracji.
Niemniej jednak wszelkie komentarze naruszające obowiązujące prawo i dobre obyczaje będą usuwane.
Powered by WordPress

eXTReMe Tracker